Ta strona używa cookie. Informacje o tym w jakich celach pliki cookie są używane znajdziesz w Polityce Prywatności.
W przeglądarce internetowej możesz określić warunki przechowywania i dostępu do cookies. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.

Od 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. oraz dyrektywy 95/46/WE ("RODO"). W związku z tym chcielibyśmy poinformować o przetwarzaniu Twoich danych oraz zasadach, na jakich odbywa się to po dniu 25 maja 2018 roku. Szczegóły znajdują się tutaj.

Zamknij
  

 

Wywiad z Panią dr Ewą Leniart

 

W imieniu Platformy Studenckiej WPiA dziękujemy Pani Doktor za wyrażenie zgody na przeprowadzenie wywiadu. Na początek nasze pierwsze pytanie, jak Pani Doktor wspomina okres, kiedy Pani była studentką?

Czas moich studiów na Filii UMCS w Rzeszowie wspominam jako czas skutecznego zdobywania wiedzy i ciężkiej pracy, ale również ciekawych znajomości i przyjemnych spotkań z rówieśnikami. Studia na kierunku prawo wymagały systematycznej pracy, która jednak dawała wiele satysfakcji.

 

Jakie dostrzega Pani wady i zalety dzisiejszego studenta?

Może nie mówiłabym o wadach i zaletach, bo te jednak zależą przede wszystkim od cech osobowościowych. A wszyscy jesteśmy bardzo różni. Współczesny student to ktoś, kto często łączy studia i pracę. Daje to wprawdzie mniej czasu na naukę, ale przygotowuje do wyzwań współczesnego życia zawodowego, uczy dobrej organizacji dnia. Jednak tempo życia, jak również mniej czasu na przebywanie na uczelni sprawiają, że współczesny student często nie ma tylu okazji do nawiązywania wzajemnych relacje z kolegami i koleżankami.


Historia od zawsze była Pani ulubionym przedmiotem czy pasję do tej dziedziny nauki zaszczepił w Pani jakiś nauczyciel na przestrzeni kilkunastoletniej edukacji?

Historią interesowałam się od zawsze, choć jak każdy młody człowiek przechodziłam przez różne etapy fascynacji i zainteresowań. A to bardziej interesowało mnie prawo cywilne, a to prawo handlowe… Historia zawsze była w moim życiu obecna.


Idąc na studia wiedziała już Pani, że po zakończeniu nauki chce Pani wykładać na uczelni czy ten pomysł zrodził się później?

Pomysł pozostania na uczelni i doktoratu zrodził się później, choć był też moment na studiach, kiedy o tym myślałam. Studiując, dopuszcza się różne warianty i możliwości. Z reguły wiele różnych okoliczności sprawia, że określony wariant się realizuje. W moim przypadku było podobnie. Wiele różnych okoliczności złożyło się na to, że mogłam podjąć pracę na uczelni. Praca ta jest dla mnie niezwykłym doświadczeniem. Lubię kontakt z młodymi ludźmi, wielką przyjemność sprawia mi nauczanie historii. Oba te elementy sprawiają, że praca na uczelni jest dla mnie źródłem satysfakcji i dostarcza mi wiele radości. To swoista odskocznia od codziennego zabiegania. Czas na uczelni płynie w innym tempie. Tu wszystko ma swój czas. Poza uczelnią tempo życia jest bardzo szybkie, trochę nieprzewidywalne.

 

Od 8 grudnia 2015r. obejmuje Pani stanowisko wojewody. Co jest najtrudniejszego w tej pracy? Z jakimi problemami musi się Pani zmagać na co dzień?

Praca wojewody to także praca z ludźmi: współpracownikami, petentami. Pierwszą rzeczą, której należy się nauczyć w momencie, gdy zostaje się wojewodą, to świadomość, że przestaje się być królem własnego kalendarza. Czas wojewody zapełniają już inni. Wojewodą się jest 24 godziny na dobę. Tej pracy nie da się zostawić w biurze. Wojewoda ma konkretne obowiązki w zakresie zarządzania kryzysowego, oznacza to pełną dyspozycyjność. Trzeba także przygotować się na różnorodność tematyczną i nieustannie uczyć się nowych rzeczy oraz dysponować pewną otwartością umysłu. Doskonale tu przydaje się wykształcenie prawnicze, które ułatwia wykonywanie zadań wojewody. Daje podbudowę wiedzy z zakresu prawa i postępowania administracyjnego. Pozwala na wstępie zrozumieć zadania administracji zespolonej i niezespolonej. Jestem przekonana, że bez studiów prawniczych wykonywanie zadań wojewody, byłoby dużo trudniejsze.


Jak trudno jest połączyć obowiązki czasochłonnej i wymagającej pracy wojewody z pracą na uczelni?

Praca na uczelni zapewnia mi pewne wytchnienie od tempa życia, które narzuca praca wojewody. Niezwykle cieszy kontakt z młodymi ludźmi. Daje mi to poczucie, że poza zadaniami wojewody też są inne sprawy. Wcale nie mniej ważne. 

 

Dziękuję bardzo za rozmowę.

Ja również dziękuję.

 


Wywiad z dr Wojciechem Kosiorem

W imieniu Platformy Studenckiej WPiA dziękujemy Panu Doktorowi za wyrażenie zgody na przeprowadzenie wywiadu. Na początek zaczniemy od Pana wspomnień z czasów studenckich. Często wraca Pan myślami do tamtych czasów?

W pierwszych słowach, to ja chciałbym Państwu bardzo serdecznie podziękować za zaproszenie do wywiadu. Czy często wracam pamięcią do czasów studenckich?  Wbrew pozorom i patrząc z szerszej perspektywy czasowej, od chwili, kiedy zakończyłem studia nie upłynęło wcale tak dużo czasu. Jeżeli zaś nachodzi mnie na wspomnienia to najczęściej odwołuję się do osób, z którymi miałem przyjemność mieć zajęcia oraz tych, z którymi studiowałem na jednym roku.

 

Kiedy zdecydował się Pan na pracę na uczelni, na początku, nie czuł się Pan dziwnie "po drugiej stronie biurka"?

Na początku chciałbym zaznaczyć, że objęcie stanowiska pracownika naukowego w Zakładzie Prawa Rzymskiego było dla mnie zaszczytem, wyzwaniem a jednocześnie źródłem dużej satysfakcji. Co do określenia „po drugiej stronie biurka” muszę powiedzieć, że staram się być wykładowcą, który jak najczęściej wychodzi zza tego biurka. Stawiam na wszelką interakcję ze studentami, co przejawia się przykładowo tym, że często kiedy studenci pracują w trakcie zajęć, to przysiadam się do ich ławek, aby z nimi bezpośrednio dyskutować na omawiane tematy. Również kiedy prowadzę wykład to praktycznie zawsze chodzę między studentami zachęcając ich jednocześnie do bezpośredniej rozmowy. Myślę, że studenci, którzy mieli ze mną zajęcia mogą potwierdzić, jak bardzo ważne są dla mnie partnerskie relacje w trakcie zajęć. Jestem wielkim przeciwnikiem uczelnianego feudalizmu i na żadnego studenta nigdy nie spoglądam „zza biurka”. Część ze studentów już miała okazję się przekonać, że zawsze jestem dla nich dostępny, i że mogą na mnie liczyć w różnych sprawach. Dlatego stawiam na „współpracę” ze studentami, a nie na typową „pracę”.

 

Pracując na uczelni ma Pan stały kontakt ze studentami. Czy dostrzega Pan jakieś różnice pomiędzy dzisiejszymi studentami a studentami z czasów kiedy sam Pan nim był?

Trudno tutaj generalizować. Do każdego studenta staram się podchodzić indywidualnie i dlatego nie mogę powiedzieć czy widzę jakieś „generacyjne” różnice.

 

Na naszej uczelni jest Pan adiunktem w Zakładzie Prawa Rzymskiego. Skąd zainteresowanie akurat tym przedmiotem?

Prawo rzymskie jest moją wielką pasją i bardzo się cieszę, że mam możliwość zajmowania się nim też profesjonalnie z naukowej strony. Już od pierwszego zetknięcia się z tym przedmiotem na studiach, wiedziałem, że będę chciał poszerzać swoją wiedzę w tym kierunku. I tak z prawa rzymskiego przygotowałem swoją pracę magisterską pod kierunkiem Pana Profesora Marka Kuryłowicza, a następnie rozprawę doktorską pod kierunkiem Pani Profesor Renaty Świrgoń-Skok. O wielkiej pasji i zaangażowaniu niech świadczy chociażby to, że swojej rozprawie doktorskiej poświęciłem prawie 600 stron maszynopisu. Oczywiście planuję dalszą pracę naukową w tej dziedzinie. A dlaczego właśnie prawo rzymskie? Odpowiem tak - w poprzednim systemie ustrojowym ferowany był pogląd, że prawo rzymskie jest szkodliwe dla studentów prawa, bo mąci im w głowach elementami „myślenia magicznego”. Ja zaś uważam, że jest to właśnie wielki atut tego przedmiotu, bo praca naukowa nad prawem rzymskim pozwala wejść w inny, nieistniejący już świat starożytny, zamknięty w łacińskich formułach, które należy odszyfrowywać, aby wydobyć ukrytą w nich treść. I to właśnie może stanowić doskonałą odskocznię od codzienności. Proszę mi wierzyć, że niesamowite jest, kiedy w tym pędzącym współczesnym świecie, można na chwilę pochylić się nad łacińskimi edyktami rzymskich cesarzy, aby badać to, co zechcieli nam przekazać. Dla innych może to być abstrakcja, zaś dla mnie jest to esencja nauki.

 

Co roku wielu studentów nie zdaje egzaminu z prawa rzymskiego. Z czego to może wynikać? Jakich rad udzieliłby Pan Doktor studentom, którzy mają przed sobą egzamin właśnie z tego przedmiotu?

Tak, zdawalność z „Rzymu” jest problemem. Moim zdaniem, powodem tego jest fakt, że studenci, stykają się z bardzo trudnym przedmiotem, który zawiera w sobie praktycznie wszystkie działy prawa, które dopiero będą bliżej poznawać przez dalsze lata studiów. W przedmiocie „Prawo rzymskie” ujęte jest przecież prawo osobowe, spadkowe, rzeczowe, rodzinne, zobowiązań i proces cywilny. Wszystko w jednym i do tego okraszone potężną porcją terminów i sentencji łacińskich, które również trzeba znać. Często też studenci za naukę zabierają się na kilka dni przed egzaminem i są przekonani, że wyuczenie się na pamięć całej książki (łącznie ze spisem treści!) lub skryptu niewiadomego pochodzenia zagwarantuje im sukces na egzaminie. Jest to mylne założenie, ponieważ pytania na egzaminie układane są w taki sposób, aby weryfikowały zrozumienie danej instytucji, a nie umiejętność przelania na papier wcześniej wyuczonej treści.
Ja swoim studentom zawsze powtarzam, że naukę do egzaminu z prawa rzymskiego można przyrównać do sytuacji, w której ktoś chciałby zdać maturę z fizyki. Jeżeli taka osoba „wykuje” na pamięć podręcznik z fizyki, książki Hawkinga, Einsteina czy Newtona, ale nie zrozumie tego czego się „wyuczył”, to nigdy tej matury nie zda, choćby całe książki znał na pamięć począwszy od strony tytułowej na spisie treści skończywszy.

 

Oprócz pracy na uczelni jest Pan również praktykującym prawnikiem. Czy to pozwala lepiej przygotowywać studentów do przyszłej kariery prawniczej?

Moim zdaniem, ważne jest to, aby przyszli prawnicy jak najszybciej zrozumieli, że praktyka prawa to nie jest tylko czytanie przepisów, pisanie o przepisach i mówienie o przepisach, ale przede wszystkim jest to nadal sztuka ich interpretacji i właściwego zastosowania. Przecież nieraz nad jednym, pozornie nieskomplikowanym z językowego punktu widzenia przepisem, tworzą się odmienne koncepcje, poglądy, linie orzecznicze itp. To zaś pokazuje, że praktyka prawa to sztuka układania figur jurydycznych, do której potrzebna jest znajomość (nie na pamięć!) przepisów prawa oraz świadomość tego co stoi za tymi przepisami.

 

Niektórzy studenci nie wiedzą jaką ścieżkę po studiach obrać - naukową czy czynnego prawnika? Czym powinni kierować się studenci przy tym wyborze?

Tak, jak już wcześniej powiedziałem, uważam, że każdy student zasługuje na indywidualne podejście i każdy sam będzie wiedział jaka droga jest dla niego dobra. Stąd też nie odważę się dawać żadnych rad. Każdy z naszych studentów może obrać drogę praktyczną lub naukową, albo też może próbować łączyć te dwie drogi naraz. Jednej rzeczy jestem pewien – to, że nie jesteśmy dużym uniwersytetem nie oznacza, że nie możemy kształcić wielkich prawników i to zarówno praktyków jak i teoretyków. Sukcesu, niezależnie od wyboru drogi, życzę wszystkim naszym studentom!

 

Dziękuję bardzo za rozmowę.

Ja również dziękuję.


Wywiad z dr Piotrem Blajerem, Dziekanem ORA w Rzeszowie

 

Panie doktorze, jak Pan wspomina okres, kiedy Pan był studentem?

 

Mój okres studencki składał się z dwóch etapów. Pierwszy i drugi rok były we Wrocławiu, a trzeci i czwarty rok byłem w Krakowie. Zaczynałem w 1951 roku we Wrocławiu, byli tam wspaniali profesorowie. Jeżeli chodzi o karne, był Pan profesor Świda, a kiedy przeniosłem się do Krakowa to był jeden z najlepszych karnistów, pan profesor Wolter, także miałem szczęście, bo to byli bardzo dobrzy profesorowie. Uczyli mnie zawsze, że podstawa przestępstwa to zamiar - czy chciał popełnić przestępstwo czy też nie. I na tym bazuje moja obrona. To bardzo istotne.

 

Po skończonych studiach był Pan najpierw prokuratorem, później chwile radcą prawnym, ale ostatecznie w 1962 został pan adwokatem. Dlaczego akurat ta specjalizacja?

 

Odszedłem z prokuratury, więc nie mogłem tam wrócić. Radcą być nie chciałem. Dzisiaj radcowie są w dużo innej sytuacji. To zawód równoległy do naszego zawodu. Wtedy zajmowali się tylko przedsiębiorstwami. Mnie absolutnie to nie odpowiadało.

 

Czy kiedykolwiek żałował Pan tej decyzji o odejściu z prokuratury?

 

Nie. Wprost przeciwnie. Byłem zadowolony, że odszedłem gdyż praca w prokuraturze była jednostajna, bo wiecznie się oskarżało. Wtedy było tam tak zwane podporządkowanie - szef kazał, to musiało się tak zrobić, czasami wbrew własnemu sumieniu. Ja akurat takich sytuacji nie miałem, ale były takie sytuacje, koledzy je mieli. Polecenia przełożonego musiało się wykonywać, a to nie zawsze było kluczem do prawdy.

 

Jak była Pana najtrudniejsza sprawa w całej karierze adwokackiej?

 

Powiem o ciekawej sprawie. Nie karnej, tylko rodzinnej. Matka chciała zabrać swojemu mężowi dziecko, a on to dziecko wychowywał przez 4 - 5 lat. Nagle ona się zjawiła i chciała mu to dziecko odebrać. Były kłopoty, w tym sensie, że sprawa była trudna. Nie wyobrażałem sobie żeby ona mu mogła to dziecko zabrać. Ale skończyło się tak, że go nie zabrała, a potem gdzieś zniknęła. Tę sprawę najbardziej przeżywałem. Przyszedłem raz do domu, żona powiedziała mi „bardzo źle wyglądasz, cały blady jesteś”, bo wtedy sytuacja była naprawdę bardzo trudna.

Miałem takie sprawy, karne, że sprawca się nie przyznawał, przyznawał się do winy ktoś zupełnie inny, a sąd jednak mimo wszystko poszedł za aktem oskarżenia. I to były sprawy nieprzyjemne, bo wiedziałem, że człowiek jest niewinny, a niestety nie byłem w stanie udowodnić jego niewinności. To jest sytuacja najtrudniejsza.

 

Zmieńmy teraz troszeczkę temat. Jest Pan Dziekanem Okręgowej Izby Adwokackiej.

Czym zajmuje się Pan pełniąc tę funkcję?

 

Jestem opiekunem wszystkich adwokatów i aplikantów, najprościej mówiąc. Mamy teraz dużo pracy, bo jest dużo aplikantów, dużo adwokatów i codziennie muszę być w Radzie, co najmniej 3- 4 godziny.

 

A jaka jest największa trudność, wyzwanie związane z tą funkcją?

 

Chodzi o to żeby adwokatura była w takiej postaci jak jest obecnie, bo są zawsze zakusy na adwokatów. Powiem w ten sposób, nie mieszamy się do polityki. Nas polityka nie obchodzi. Chodzi tylko o konkretnego człowieka i jeżeli jest pokrzywdzony to zgodnie z prawem możemy mu pomóc. I to jest bardzo istotna sprawa. Oczywiście, dużo jest spraw teraz, ponieważ ludzie są tacy jacy są, jest dużo skarg, przeważnie niesłusznych, a czasami są koledzy którzy nie włożyli dość wysiłku w sprawę, dlatego trzeba zwrócić na to uwagę. To są sprawy najistotniejsze.

Oprócz tego mamy też rencistów adwokatów, którymi trzeba się opiekować, którzy są w ciężkiej sytuacji. Mamy też taką komisję wzajemnej pomocy, którą się opiekujemy. No i mamy też mediacje.

 

Jako Dziekan ORA ma Pan też do czynienia z aplikantami. Jak Pan ocenia współczesnych aplikantów.

 

Uważam, ze do wykonywania każdego zawodu potrzebne jest powołanie. Bez dyskusji. Niestety widzę czasami, że powołania nie ma. Nie lubi się matematyki, fizyki, więc idzie się na prawo. Nie ma wielu takich osób, ale jednak są osoby, które się po prostu nie nadają.

 

Obserwujemy teraz wśród swoich kolegów oraz wśród starszych studentów, ze nie wiedzą oni do końca czym chcieliby się zajmować w przyszłości. Czy zachęciłby ich Pan do wyboru zawodu adwokata?

 

Trudno powiedzieć. Gdzie się widzą, gdzie by się spełnili. To od nich zależy. Ukoronowaniem zawodu jest zawód sędziego. W krajach anglosaskich po 10 latach prowadzenia własnej kancelarii można startować w wyborach i zostać wybranym. U nas to szkolenie wygląda troszkę inaczej. Są aplikanci bardzo zdolni, osobiście uważam, że powinni być w sądach, bo zrobiliby dużo dobrego. Są słabsi, a są tez tacy, którym się nie chce i na to nic nie poradzę. Są niektórzy, którzy się nie nadają. To nie ulega wątpliwości.

 

Wielu studentów 5 roku przystąpi w tym roku do egzaminu na aplikacje. Czy mógłby im Pan udzielić jakiś złotych rad?

 

Czytać. Jak najbardziej czytać i rozwiązywać krzyżówki.

 

Takie zwykłe krzyżówki?

 

Tak, bo później testy są do nich podobne, na wyczucie, jak to się mówi.

No ale muszą się sami widzieć w tym zawodzie żeby później być dobrymi adwokatami. To już od nich zależy. Egzaminy są u nas we wrześniu. Musze Państwu powiedzieć, że jeśli chodzi o procent przyjętych na aplikacje do adwokatury to Rzeszów jest na pierwszym miejscu. Trzeba się tym pochwalić.

 

Bardzo dziękujemy za możliwość przeprowadzenia z Panem wywiadu.

 


Wywiad z dr hab. Moniką Klejnowską, prof. UR

 

W imieniu Platformy Studenckiej WPiA dziękujemy Pani Profesor za wyrażenie zgody na przeprowadzenie rozmowy. Na początek nasze pierwsze pytanie, jak Pani Profesor wspomina swoje lata studiów? Czym różniło się studiowanie kiedyś od tego obecnie?

 

Na początku bardzo dziękuję za zwrócenie się do mnie i za zainteresowanie tym, co mogłabym państwu przekazać. Z mojej perspektywy, jak oceniam swój udział w toku studiów, zajęcia, może były mniej barwne i kolorowe, nie dlatego że czasy były inne, ponieważ nie było to dawno, ale nacisk na naukę, czyli na to, co najważniejsze na studiach, był większy. Oczywiście, zdarzały się różne sytuacje śmieszne czy zabawne, ale myślę, że studenci mieli większą świadomość, że przychodzimy tutaj w określonym celu, po to żeby zdobyć wiedzę, żeby współpracować z wykładowcami. Może gdzieś to dzisiaj za bardzo umyka. Wydaje mi się jednak, że istota studiowania pozostała.

 

Pisała Pani profesor pracę magisterską z zakresu postępowania karnego, pt. „Taktyka przesłuchania a gwarancje procesowe oskarżonego”.  Dlaczego zdecydowała się Pani na ten temat?  Czy postępowanie karne było zawsze Pani ulubionym przedmiotem?

 

Gratuluję  Panu zdolności dziennikarskich. Wszystko się zgadza, nie są to zresztą informacje tajne. Powiem szczerze, że gdyby nie postępowanie karne, które pojawiło się na szczęście, może niektórzy powiedzą na nieszczęście, na trzecim roku, to nie wiem czy dokończyłabym te studia. Przez pierwsze dwa lata, kiedy dominowało prawo cywilne, nie widziałam przedmiotu czy dyscypliny, które by mnie zainteresowały. Nie miałam problemów z zaliczaniem kolejnych semestrów, ale zawsze szukałam pasji w życiu zawodowym, w studiowaniu również i myślałam już wtedy, czym będę się zajmować w przyszłości. Na trzecim roku pojawiły się zajęcia merytoryczne z postępowania karnego i prowadzący te zajęcia - Pan Profesor Zbigniew Sobolewski, jak się później okazało mój mistrz naukowy. Wspaniały naukowiec, ale również znakomity dydaktyk. To był można powiedzieć ten Człowiek, ten Uczony, z dawnej przedwojennej epoki. Naprawdę potrafił zainteresować studentów procesem karnym. Mnie w takim zakresie, że wybrałam później seminarium magisterskie, ale również i konkretny temat pracy. Nie ukrywam, że zaczęłam się interesować tą problematyką przesłuchania oskarżonego również z uwagi na to, że Pan Profesor omawiał w interesujący sposób na wykładach i seminariach ten temat, którym sam też częściowo się zajmował. Okazało się, że mnie również ta problematyka interesuje. I spośród wielu zaproponowanych przez Pana Profesora tematów wybrałam właśnie ten.

 

Po skończonych studiach wybrała Pani Profesor aplikację sędziowską, dlaczego akurat ten rodzaj aplikacji a nie na przykład adwokacka, radcowska lub notarialna?

 

Powiem szczerze, że dzisiaj bym nie wybrała aplikacji sędziowskiej, ale wówczas wydawała mi się taką aplikacją, która pozwoli mi kontynuować naukę i kształcić się w najszerszym zakresie. Może wtedy były jeszcze inne warunki i możliwości przechodzenia do innych zawodów prawniczych po aplikacją sądowej. Wydawało mi się, że uda mi się zrealizować w zawodzie sędziego i widziałam się w nim. Po studiach miałam taki plan. Bardzo dobra aplikacja była tutaj w Rzeszowie, w sądzie apelacyjnym, miałam wspaniałych opiekunów i nauczyłam się naprawdę bardzo dużo.  Nie żałuję, bo mogłam się dalej kształcić, natomiast los potoczył się inaczej i z moich planów bycia sędzią nie zostało nic.

 

W ciągu ostatnich 5 lat byliśmy świadkami wielu poważnych zmian w procedurze karnej.  Jak Pani ocena te zmiany?

 

Nie ma jednoznacznej oceny. Część zmian na pewno jest potrzebna i była potrzebna.  Zapewne, może jeszcze nie teraz, może w dłuższej perspektywie pomoże to procesowi karnemu. Natomiast nie chcę konkretnie wskazywać czy krytykować, które zmiany są potrzebne lub właściwe. To co można podkreślić, i wielu prawników mówi o tym, to zbytnia częstotliwość tych zmian. Jeśli już dokonujemy jakiejś zmiany to warto poczekać jak ona zrealizuje się w praktyce, nawet jeśli nie wszyscy ją akceptują. W przypadku ustawy nowelizującej z roku 2013  była zmieniana jeszcze przed wejściem w życie. Nowelizacje nabrały w tych ostatnich latach niespotykanego tempa. Obszerniejsze nowelizacje pojawiały się co kilka lat, nie mówiąc o drobnych, bo te musiały pojawiać się chociażby w ramach naszego uczestnictwa w Unii Europejskiej, kiedy wymuszona była implementacja przepisów unijnych. Niestety, obecnie nowelizacje przybrały wręcz galopujące tempo. I to, co niespotykane jest w innych systemach prawnych, po kilku miesiącach od dużej zmiany nastąpił powrót, w wielu przypadkach, do dokładnie starej treści przepisów znowelizowanych. Takie niezdecydowanie nie służy zwłaszcza prawu karnemu, nie sprzyja realizacji jego celów głównych. Jest to sfera prawa publicznego. Chodzi o ściganie przestępstw, a taka niepewność co do prawa nie służy ani organom ścigania, ani obywatelom, którzy będąc nawet sprawcami, mają pewne gwarancje, co do realizacji których nie powinno być wątpliwości.

 

Oprócz prowadzenia zajęć z postępowania karnego jest Pani Profesor również Prodziekanem ds. nauki. Czy mogłaby Pani przybliżyć czytelnikom, co należy do obowiązków Prodziekana ds. nauki? Jakie są wyzwania, trudności związane z  tym stanowiskiem?

 

Każdy prodziekan ma swój zakres obowiązków ukształtowany przez dziekana. Ta działalność w moim przypadku koncentruje się po pierwsze w takiej sferze jak jakość kształcenia
 i zapewnienie jakości kształcenia na wydziale. Jestem też przewodniczącą Wydziałowego Zespołu ds. Zapewnienia Jakości Kształcenia. W okresie akredytacji na kierunku administracja i prawo obowiązki te były związane z przygotowaniem raportów, dokumentacji. Spoczywało to w dużym zakresie na mnie. Moja działalność wiąże się też z udziałem w zespołach, zarówno komisji senackiej ds. kształcenia i dydaktyki, jak i w Uczelnianym Zespole ds. Zapewnienia Jakości Kształcenia. Niejednokrotnie uczestniczyłam w szkoleniach w związku z licznymi nowelizacjami Prawa o szkolnictwie wyższym. Nie tylko postępowanie karne podlega tym licznym nowelizacjom.   Jest to pierwsza sfera moich obowiązków.

Natomiast druga sfera związana jest z działalnością naukową, naukowo - badawczą, zarówno prowadzoną w pierwszej kolejności przez pracowników wydziału, pracowników naukowo - dydaktycznych, ale także przez studentów, najczęściej wspólnie z pracownikiem czy pracownikami naukowo - dydaktycznymi.  Chodzi tu przede wszystkim o gromadzenie danych potrzebnych do   sprawozdań, ponieważ musimy raportować jakie są wyniki badań, czyli w szczególności, publikacje, udział w konferencjach naukowo - badawczych oraz weryfikujemy jak działają koła naukowe studenckie, a jest ich na wydziale bardzo dużo. Tym możemy się poszczycić, a ja, mając kontakt zarówno z opiekunami, jak i z wynikami działalności w sprawozdaniach działalności kół naukowych muszę powiedzieć, że nie realizujemy tu tylko ilości, ale idzie to zdecydowanie w parze z jakością. Działalność ta jest naprawdę znakomita, a ostatnie wyniki, które zostały zgromadzone na poziomie uczelnianym, pokazują, że w porównaniu do innych wydziałów, naprawdę jesteśmy na bardzo wysokim poziomie pod tym względem

 

Jak oceni Pani współczesnego studenta prawa. Jaka jest jego największa wada i zaleta?

 

Jeśli chodzi o zaletę, od tego zacznę i myślę, że na tym zawsze warto się koncentrować. Uważam, że we współczesnym studencie jest ciekawość świata, na pewno wykraczająca poza wybrany kierunek. Jest to znamienne na tyle, że czasem proszę, aby już w formalnych opracowaniach, przygotowywanych referatach na zajęciach, jeśli nie jest to zasadne merytorycznie koncentrować się już na ściśle prawnych kwestiach. Mimo wszystko myślę, że jest to zaleta. Prawnik powinien być wszechstronną osobą, to wskazuje na inteligencję, ale też na pewne cechy właściwe dla wykonywania tego zawodu, również jeśli chodzi o poziom etyczny. Jeśli to zainteresowanie  idzie w tym kierunku, to jest to bardzo dobre i jest dużą zaletą.

Myślę, że pojawiają się, nie powiedziałabym wady, ale nieprawidłowości. Ponieważ podejmując się takiej pracy nauczyciela akdemickiego, poważnej, trudnej, łączącej się z ogromną odpowiedzialnością, muszę zdawać sobie sprawę z tego, że jeśli  już dzieje się coś nieprawidłowego to ja jestem od tego, żeby studentom pomóc, żeby tych nieprawidłowości nie było. Nie widzę jakiejś konkretnej wady u współczesnego studenta, zwłaszcza naszych studentów, moich, z którymi spotykam się na zajęciach. Może jeśli się pojawiają to my, nauczyciele powinniśmy bardziej pytać siebie czy gdzieś czegoś nie zauważyliśmy, nie zaniedbaliśmy i reagować, aby pomóc studentowi jeśli dzieje się coś nieprawidłowego.

 

Corocznie  wielu studentów nie zdaje  przedmiotu postępowanie karne.  W czerwcu studenci obecnego trzeciego roku prawa przystąpią do egzaminu z procedury karnej. Jakie ma Pani dla nich „złote rady” w przygotowaniach do tego egzaminu?

 

            Pierwsza rzecz, pomógł mi tu regulamin studiów - obowiązkowe wykłady. Ten paragraf zawsze był, ale od tego roku została wprowadzona sankcja w postaci zaliczenia wykładu. Być może bardzo duża frekwencja, wręcz imponująca na wykładach, wynika właśnie z tego powodu, aczkolwiek miło mi, jeśli studenci przychodzą niezależnie od tego, gdyż chcą zdobyć wiedzę. To jest pierwsza podstawowa rzecz - udział w wykładach, ale nie eksponuję tutaj swoich wykładów, ponieważ w semestrze zimowym jest wykład z Panem prof. Sowińskim. Chodzi mi ogólnie o udział w wykładzie oraz ćwiczeniach, które są przewidziane w programie studiów. Chodzi o rzetelny udział w zajęciach. Gdyby każdy ze studentów po prostu wykorzystał każde spotkanie na ćwiczeniach, czy wykładzie do tego, żeby zdobywać wiedzę, robić notatki, słuchać, to myślę, że nie byłoby najmniejszego problemu z zaliczeniem egzaminu. Odwołam się też do wymogów egzaminacyjnych zawartych w sylabusie, bo właściwie tam są te „złote rady”. Powiem jeszcze że, może się wydawać czytając podręcznik, słuchając wykładu, uczestnicząc w rozprawach sądowych - bo prowadzący ćwiczenia zabierają państwa studentów do sądu - że postępowanie karne jest proste. Bo właściwie większość z państwa studentów ogląda filmy kryminalne, w telewizji jest ich sporo, amerykańskie w dodatku, gdzie jest wartka akcja. Może nawet dostrzegacie wówczas „O! To jest tak jak u nas było na zajęciach z postępowania karnego mówione”. Ale postępowanie karne realizowane na studiach to nie jest opowieść kryminalna, więc studenci muszą przyswoić sobie terminologię prawniczą, właściwa dla polskiego systemu i stan prawny. Jeszcze jedna kwestia - brakuje może tego dziś w tym szybkim tempie życia, na egzaminie to może być jedna z okazji żeby się „zatrzymać” - a mianowicie dokładnie przeczytać pytanie. Często okazuje się, że brakuje odpowiedzi na połowę kwestii, która jest poruszana w pytaniach. Zatem zalecana jest dokładność i precyzja. Wszystko co mogę napisać i odpowiedzieć na zadane pytanie. Poza tym radziłabym nie wyolbrzymiać egzaminu, nie słuchać tych złych plotek ani legend, które krążą o egzaminie, bo to jest nieprawda. Nie słuchać kolegów z poprzednich lat. Na pewno trzeba uwierzyć w swoje umiejętności. Jeśli ktoś rzetelnie przygotowuje się, uczy się i nie zaczyna nauki na dwa tygodnie przed egzaminem, to nie ma problemu z zaliczaniem ćwiczeń czy egzaminu i wówczas wszystko powinno być w porządku. Stres, jeśli się już pojawia, to powinien być tylko mobilizujący, nie paraliżujący. Do egzaminu warto „podejść” spokojnie, nie wyolbrzymiać, nie mówić sobie, że to jest postępowanie karne, więc się na pewno go nie zda. Nie. Na pewno się zda, jeśli się jest przygotowanym. A jeśli są jakiekolwiek wątpliwości, to na wykładzie, na dyżurze można zwracać się z pytaniami do mnie, do moich Wpółpracowników z Zakładu Postępowania Karnego. Zapraszamy, pomożemy, wyjaśnimy wątpliwości.

Serdecznie dziękuję za rozmowę.

 


Wywiad z prof. nadzw. dr hab. Elżbietą Dynią

 

1.      Pani Profesor, jak wspomina Pani lata swoich studiów? Czy specyfika ówczesnych różniła się od dzisiejszego toku studiów?

E.D.: Było to trochę dawno, ale studia wspominam bardzo mile. Wszyscy wykładowcy wykładali także na UMCS w Lublinie. Byliśmy wówczas filią UMCS, a ja nie czułam się gorzej niż studenci tamtej uczelni. Z pierwszego roku swoich studiów pamiętam ciężki egzamin z ekonomii, która wówczas dzieliła się na ekonomię socjalizmu i kapitalizmu. Egzamin był trudny, szczególnie zważając na to, że wykładowcą był prof. Górnicz z Krakowa. Ekonomia, ale również statystyka nie bardzo szły w parze z moimi zainteresowaniami, gdyż zbytnio odbiegały od tych wszystkich przedmiotów, które były stricte prawnicze. Należy mieć na uwadze, że pierwszy rok jest rokiem niejako wprowadzającym w cały tok studiów, a więc dopiero na późniejszych latach można było dopiero coś polubić. Ogólnie wspominam studia bardzo dobrze, a profesorów cenię za ich wiedzę, którą potrafili przekazać w sposób interesujący.

Studia kiedyś i dziś trudno porównać, gdyż był inny model nauczania, ciężej było kiedyś o literaturę i źródła, które tworzona dopiero biblioteka mogła zapewnić. Bardzo wiele się zmieniło w systemie kształcenia. W okresie mojej kadencji jako Prorektora wdrażałam nową ustawę o szkolnictwie wyższym, szczególnie przewidziany w niej system jakości. Wiele zmian było i jest pożądanych przez środowiska akademickie i naukowe. Tamto kształcenie było tradycyjne, co nie znaczy, że było złe. Są jednak obszary, które poszły za daleko, mianowicie sformalizowanie pewnych procedur. Jest ono zbyt daleko posunięte. Wymogi biurokratyczne przerzucone na pracowników naukowych są dużym obciążeniem, ale np. parametryzacje wspierają niejako podnoszenie jakości studiów. Dużym pozytywem dla studentów było wprowadzenie punktów ECTS, które umożliwiają podjęcie studiów w innych krajach UE. Także otwartość przejawiająca się w programach MOST czy ERASMUS jest dużym plusem.

 

2.      A jaki był Pani ulubiony przedmiot?

E.D.: Jeśli chodzi o mój ulubiony przedmiot, czy szerzej o moje zainteresowania to wtedy bardzo interesowało mnie prawo konstytucyjne, niewątpliwie prawo międzynarodowe, a później także prawo karne. Uważam, że wszystko zależy od wykładowców, czy prowadzą przedmiot w taki sposób, że ktoś go rzeczywiście polubi, czy zostanie nim zainteresowany.

 

3.      Jaka jest największa zaleta i największa wada dzisiejszego studenta?

E.D.: Zawsze widziałam olbrzymi potencjał w studentach, gdyż opiekuję się ELSA Rzeszów od blisko 25 lat i ten kontakt z aktywnymi studentami jest dużo szerszy i nie ogranicza się do samych zajęć. Co najmniej ci studenci, którzy nie są bierni, a działają w różnych organizacjach i aktywizują się przez to są bardzo wartościowymi ludźmi, których cenię i dostrzegam w nich wielki potencjał. Osoby te chcą coś osiągnąć i dążą do tego. Od czasu, gdy zaniechano egzaminów wstępnych i otwartość studiów zachęciła większe grono absolwentów szkół średnich, nastąpiło negatywne – moim zdaniem – zjawisko. Przychodzą bowiem osoby, które ukończyły inne niż liceum szkoły średnie, w których nie kładziono nacisku na takie przedmioty, jak np.: historia, WOS  czy język polski, stanowiących bazę dla przedmiotów ogólnych na kierunku prawo. Zauważalny jest trend studentów, którzy „studiują, bo studiują”, nie mając pomysłu na siebie czy wybierający kierunki poza ich obszarem zainteresowań. Idą oni na kompletny minimalizm. Widać to min. we frekwencji na wykładach. Oczywiście czynnik ten jest obustronny. Z jednej strony wskazuje na zainteresowanie danym przedmiotem studentów, a z drugiej świadczy o pracowniku naukowym – w jaki sposób potrafi zainteresować przedmiotem swoich słuchaczy.

 

4.      Przejdźmy teraz do Pani zainteresowań naukowych. Skąd zainteresowanie prawem międzynarodowym publicznym – dlaczego ta gałąź prawa? Jak dojrzewało w Pani upodobanie do tego obszaru nauk prawnych?

E.D.: Zacznijmy od tego, że obecny WPiA UR był filią UMCS, dlatego cała kadra była „lubelska”. Natomiast, gdy kończyliśmy studia ówczesny ś.p. Dziekan zebrał najlepszych studentów i zaproponował możliwość podjęcia pracy na uczelni. Mieliśmy tydzień czasu na podjęcie decyzji. Ja pisałam pracę z zakresu prawa administracyjnego, dlatego pomyślałam w pierwszej kolejności o prawie administracyjnym, ale nie ukrywam, że bardzo podobało mi się prawo międzynarodowe, które wówczas wykładał prof. Lech Antonowicz. Na prawo administracyjne zgłosiło się aż 3 osoby, a na prawo międzynarodowe nikt. Może to pomogło mi wybrać między tymi dziedzinami. Myślę, że utrudnieniem był fakt, że znaczna część źródeł była w języku angielskim, a obszarowo prawo międzynarodowe jest bardzo szeroką dziedziną prawa publicznego. Poprzeczka była naprawdę wysoko postawiona, tak się zaczęło. Uznałam, że warto i poszłam w tym kierunku. Pod kierunkiem prof. L. Antonowicza pisałam doktorat i przez całe moje życie naukowe pozostaje moim mistrzem i mentorem.

 

5.      Jak ocenia Pani studia 3-go stopnia pod kątem prawa międzynarodowego? Czy jest jeszcze taka nisza, która jest mało zbadana bądź nieco zapomniana?

E.D.: Powiem tak, jeśli chodzi o studia 3- go stopnia to na początku była moda i trend na robienie doktoratów. Jak taką możliwość wprowadzono, to wszyscy chcieli mieć doktorat. Uważam, że nie tędy droga, dlatego, że osoby, które wybierają pisanie doktoratu, nie pogodzą tego np. z aplikacją. Obie rzeczy absorbują tyle czasu, że pogodzenie ich w jednym czasie jest niemożliwe. Uważam, że jeśli chęć zrobienia doktoratu wypływa z chęci dokształcania i poszerzania wiedzy w jakiejś dziedzinie prawa, co może być związane z pracą zawodową kandydata to jest to pożądane.

Nie da się moim zdaniem wyodrębnić elementów w prawie, które są niezbadane. W obecnym prawie mamy tyle wyzwań, że to rzeczywistość dyktuje potrzebę zmian i ewentualnych badań nad nimi. W prawie międzynarodowym można dostrzec dużo takich obszarów, nawet w obszarach wydawałoby się już zbadanych.

6.      Studenci 3-go roku stoją przed wyborem promotora. Zastanawiają się nad tym, jak wygląda ogólnie seminarium z prawa międzynarodowego, jakie tematy można poruszyć, jakie warto?

E.D.: Od kilku lat nie mam wpływu na wybór studentów jeśli chodzi o seminarium. Kiedyś taką możliwość mieli prowadzący, gdyż studenci sami przychodzili i zapisywali się do promotorów. Było to trudne, gdyż było wielu dobrych studentów, którzy nie mogli zapisać się na seminarium, gdyż obowiązywał ogranicznik liczbowy. Miło słyszeć, że moja lista i tak wypełnia się pierwsza od kilku lat. Najlepiej „przy kawie” się zastanowić, z jakiej dziedziny chciałoby się pisać pracę, a  jeśli jest się dobrym studentem to zawsze można dokonać właściwego wyboru. Ja zwracam uwagę na wybór takich tematów, które kiedyś, w jakimś stopniu, mogą zaprocentować w życiu zawodowym.


Radca prawny i procedura karna – czyli przyjemne z pożytecznym

Rozmowa z prof. nadzw. dr hab. Piotrem Sowińskim

 

1. Studia dziś i kiedyś - jakie różnice, zalety, wady dostrzega Pan z perspektywy własnych studiów?

   Studia już dawno przestały być gwarantem znalezienia dobrej pracy, czyli takiej, która jest zgodna z naszymi oczekiwaniami oraz odpowiada naszym aspiracjom, także pod względem finansowym. Kiedyś dyplom magistra prawa dawał przynajmniej szansę na znalezienie pracy w administracji publicznej. Dzisiaj nie robi już na nikim większego wrażenia. Trzeba się dalej edukować, co nie znaczy, że studia obejmujące wiele zagadnień stricte teoretycznych są zbędne. Powtarzam do absolutnego znudzenia słuchaczy: zanim nauczysz się pisać pisma procesowe, musisz mieć pojęcie co i dlaczego piszesz. Z pustego i Salomon nie naleje. Nie wystarczy działać na zasadzie "kopiuj" i "wklej".  Czasem mam jednak wrażenie, że moi słuchacze mają inną wizję przygotowania do wykonywania zawodu. Każdy jednak ma prawo do własnych błędów.

 

2. Model dzisiejszego studenta - największa wada i zaleta

   W sumie to już odpowiedziałem na to pytanie. Ale OK, jeszcze raz: można studia potraktować rozrywkowo, jako uroczy przerywnik przed pracą, ale też podejść do nich poważnie (w granicach rozsądku) i skorzystać z oferowanej przez wykładowców wiedzy i podpowiedzi. Wybór metody "studiowania" zależy od indywidualnego podejścia każdego z Was.

 

3. Zawód radcy prawnego - jak ocenia Pan program aplikacji i czy - Pana zdaniem - popyt na zawód przez Pana wykonywany będzie miał tendencję wzrostową/spadkową w następnych latach?

   Program aplikacji stale ewoluuje, w zależności od aktywności ustawodawcy. Ale podstawowa triada pozostaje niezmienna: Cywilne, karne i administracyjne - oczywiście uwzględniając w tym obszarach także kwestie proceduralne. Jak każdy tzw. wolny zawód jest ściśle uzależniony od popytu na usługi. Są klienci jest dobrze, nie ma klientów są: dieta i długi.

 

4. Jak wygląda od strony praktycznej procedura przewodu doktorskiego, a następnie habilitacji? Jakie są Pana doświadczenia z tym związane?

   Nie jest żadną tajemnicą, że ostatnimi czasy wzrosła liczba pisanych doktoratów, po części ze szkodą dla ich jakości. Warunkiem wstępnym powodzenia całego przedsięwzięcia jest samodzielność naukowa takiej pracy. Doktorant powinien legitymować się pewnym dorobkiem, dzisiaj wymaga się bodaj minimum dwóch publikacji naukowych. Autor musi mieć odwagę formułowania samodzielnego stanowiska oraz umiejętność obrony własnych racji. Procedura obejmuje etap wszczęcia przewodu doktorskiego, co m.in. wymaga znalezienia promotora i promotora pomocniczego m.in. z informacją o stopniu zaawansowaniu rozprawy doktorskiej oraz przedstawienia koncepcji samej rozprawy doktorskiej. Doktorant powinien przygotować się na pewne wydatki, gdyż sama procedura jest odpłatna, co nie dotyczy uczestników studiów doktoranckich na danej uczelni (skądinąd również odpłatnych). W dużym skrócie rozprawa podlega recenzjom naukowym (2), a w trakcie przewodu doktorskiego doktorant zdaje egzamin z przedmiotu kierunkowego i języka nowożytnego. 

Sam broniłem się na UMCS w Lublinie i wspominam ten fakt z dużym sentymentem, nie tylko dlatego, że udało mi się "zostać" doktorem, lecz przez wzgląd dla osób moich świetnych Recenzentów w osobach Panów Prof. E. Skrętowicza oraz T. Grzegorczyka.

 

5. Seminarium z procedury karnej: jak przedstawia się pisanie pracy magisterskiej pod Pana kierunkiem i złota rada dla studentów obecnego piątego roku (czytelników PS WPiA UR) na satysfakcjonującą obronę w tym roku, a dla 3 roku kolejna propozycja promotora pracy magisterskiej?

   Nie jestem obiektywny, to raczej pytanie do moich Seminarzystów ... ale chyba nie jest źle, skoro są ciągle nowi chętni. Podstawą sukcesu, jest odnalezienie pasji pisania tekstu prawniczego. To inny rodzaj "pisania", ale wciągający zwłaszcza, jeśli chce się być autorem dobrej pracy. Sama praca nie powinna być streszczeniem cudzych poglądów. Nie wystarczy też szukanie inspiracji i źródeł w Internecie, należy się przeprosić z biblioteką oraz z czytelnią. Nie jestem specjalistą od autopromocji: współpraca ze mną nie jest może szczególnie łatwa, ale nie prowadzi do powikłań zdrowotnych. 

 

6. Co roku postępowanie karne stanowi ogromną trudność podczas egzaminu. W Pana ocenie czym jest to spowodowane? Jaką radę dałby Pan Profesor tegorocznym i przyszłorocznym egzaminowanym?

   Odpowiedź może być uprzejma lub szczera. Uprzejma: materia jest skomplikowana, a częste nowelizacje nie ułatwiają życia studentom. Szczera: Jeśli ktoś zakłada, że opanuje zagadnienia procesowe w tydzień ... to powodzenia. Nie na darmo przedmiot wykładany jest przed bite dwa semestry, przy czym mam wrażenie, że zimowy duża część studentów przesypia. Kto sieje wiatr, zbiera burzę.  

 

Dziękujemy za podzielenie się z Nami swoimi spostrzeżeniami. Wszystkich czytelników zachęcamy do lektury poprzednich wywiadów z cyklu wywiadów z pracownikami naukowo – dydaktycznymi WPiA UR.

 


Czy prawo rzymskie to przeżytek? – Wywiad z prof. UR dr hab. Renatą Świrgoń  - Skok

(Wywiad przeprowadził: Sebastian Czechowicz)

 

Wiosennie prezentujemy najnowszy wywiad na Platformie Studentów WPiA UR! Tym razem naszym gościem była prof. UR dr hab. Renata Świrgoń – Skok, która zechciała opowiedzieć Nam o pracy naukowej i swoich początkach z prawem rzymskim. Pani Profesor jeszcze raz dziękujemy za poświęcony czas, a Was zapraszamy do lektury – znajdziecie tu wiele przydatnych wskazówek zarówno na egzamin z prawa rzymskiego, jak i co nieco na temat obrony u Pani Profesor.

 

R: Jak wspomina Pani lata studiów? Czy prawo rzymskie było Pani ulubionym przedmiotem, czy może wykazywała Pani zainteresowanie jakimś innym?

R.S: Lata studiów wspominam bardzo dobrze. Do Rzeszowa przyjechałam z Zamościa, więc okres studiowania jest dla mnie tożsamy z rozpoczęciem samodzielności oraz odpowiedzialności. Mieszkając w akademiku nie miałam czasu na nudę oraz na tęsknotę za rodziną i przyjaciółmi.

Prawo rzymskie nie było moim ulubionym przedmiotem, chociaż już wtedy dostrzegałam znaczenie jakie wnosiło do   wykształcenia przyszłego prawnika. Ulubionym przedmiotem (być może ze względu na prowadzących) była procedura cywilna.

 

R: Dlaczego prawo rzymskie? Jak tematyka prawa rzymskiego wpłynęła na Pani wybór kierunku kariery naukowej?

R.S: Dlaczego prawo rzymskie? Trochę przez przypadek, wcześniej startowałam w konkursie na asystenta do Zakładu Prawa Cywilnego, ale niestety nie zostałam zatrudniona. Wtedy też zdecydowałam się na rozpoczęcie indywidualnych studiów doktoranckich na Wydziale Prawa i Administracji UMCS w Lublinie u Profesora Mieczysława Żołnierczuka, u którego pisałam pracę magisterską. Był to rok 1997 i wówczas w Rzeszowie nie istniał jeszcze Uniwersytet, a Filia UMCS.  Dwa lata później zostałam zatrudniona na stanowisku asystenta w Zakładzie Prawa Rzymskiego.  Zawsze patrzyłam na instytucje rzymskiego prawa prywatnego przez pryzmat ich wpływu na współczesne prawo prywatne, także polskie prawo cywilne. Widać to także w moich zainteresowaniach badawczych, które koncentrują się na prawie prywatnym (prawo spadkowe i rzeczowe) w ujęciu prawnoporównaczym.

 

 

R: Jak ocenia Pani dzisiejszą społeczność studencką z perspektywy pracownika naukowo – dydaktycznego? Największa wada i zaleta obecnych studentów.

R.S: Dzisiejszych studentów kierunku prawo i administracja można, według mnie, podzielić na dwie grupy. Po pierwsze, Ci którzy po egzaminie maturalnym nie mieli wizji swojej przyszłości, więc wybrali studia które w przyszłości zapewnią im zatrudnienie, a okres studiów jest to czas jak nie zabawy, to przedłużenia dzieciństwa.

Druga grupa, to Ci którzy widzą swoją przyszłość  w zawodzie prawniczym. Aktywnie uczestniczą w zajęciach, działają w kołach naukowych, konferencjach studenckich. Część z nich próbuje swoich sił w Kancelariach adwokackich lub radcowskich, zdobywając wiedzę praktyczną. Niestety jest ich proporcjonalnie mniej niż pozostałych.

Największa wada i zaleta obecnych studentów - dążenie do realizacji stawianych sobie celów, bez względu na wszystko, to że są egocentrykami. Według mnie może to być zarówno zaleta jak i wada. Wszystko zależy od proporcji.

 

R: Niektóre uczelnie rezygnują z obowiązkowej nauki języka łacińskiego i prawa rzymskiego. Jak Pani ocenia tego typu poczynania? Czy prawo rzymskie w Pani ocenie to przeżytek czy może powinien mieć on swój rozkwit?

R.S: Tak to prawda, że niektóre Uniwersytety oraz niepubliczne Szkoły Wyższe umieszczają tak prawo rzymskie jak i łacińską terminologie prawniczą w grupie przedmiotów monograficznych, do tzw. wyboru. Jednakże jak wskazuje praktyka są one wybierane przez studentów. Wydaje się więc, że ich wartość merytoryczna i dydaktyczna dla przyszłego prawnika jest doceniana, także przez studentów prawa.

Czy prawo rzymskie to przeżytek - NIE. Nie można wykształcić dobrego prawnika, bez względu czy mówimy o adwokacie, prokuratorze czy notariuszu, który nie posiadałby podbudowy teoretycznoprawnej i wiedzy historycznoprawnej.

Czy prawo rzymskie czeka rozkwit - nie jestem taką optymistką. Czy zniknie z programu studiów - nie sądzę. Pozytywne jest to, że w obronie prawa rzymskiego jako przedmiotu obowiązkowo wykładanego na studiach prawniczych występują obok romanistów i historyków prawa, także cywiliści, którzy widza rolę jaką odgrywają wiedza, zwłaszcza z zakresu prywatnego prawa rzymskiego, w wykształceniu akademickim przyszłego prawnika. Wpływ prawa rzymskiego na rozwój współczesnego prawa prywatnego (prawa cywilnego) i tradycji europejskiej kultury prawnej jest niezaprzeczalny.

 

R: Egzamin dla drugiego roku studiów prawniczych z prawa rzymskiego jest niejednokrotnie dużym wyzwaniem. Jakie błędy popełniają studenci, których – z punktu widzenia egzaminatora – nie da się wybaczyć ? Może Pani Profesor zdradzić małą wskazówkę dla kolejnych egzaminowanych studentów, którzy czytają artykuły ze Strefy Studenta?

R.S: Dlaczego egzamin z prawa rzymskiego jest tak dużym wyzwaniem? Ponieważ studenci uważają, że wystarczy cztery, trzy dni  aby się do niego przygotować. Co jest wielkim błędem.  Sukces gwarantuje systematyczne przygotowywanie się na ćwiczenia z prawa rzymskiego, poświecenie przynajmniej 2 tygodni na powtórzenie i uzupełnienie wiedzy oraz umiejętność czytania ze zrozumieniem, zwłaszcza pytań testowych.  Droga do sukcesu - zaopatrzenie się w podręcznik do prawa rzymskiego autorstwa M. Kuryłowicz, A. Wiliński, a nie nauka z dziwnych skryptów, zawierających merytoryczne błędy.

 

R: Co roku każdorazowo trzeci rok studiów prawniczych stoi przed trudnym wyborem promotora pracy magisterskiej. Czy tylko cywiliści mogą myśleć o prawie rzymskim? Jak wygląda sam proces przygotowania do obrony pod Pani kierunkiem? Jaką materię sprawdza obrona pracy magisterskiej z prawa rzymskiego?

R.S: Na seminarium, które prowadzę na kierunku prawo staram się, aby to sami uczestnicy proponowali tematy prac magisterskich. Ja zakreślam tylko granice. Przygotowywane prace pod moim kierunkiem są w większości pracami o charakterze prawonporównawczym, gdzie Autor omawia zagadnienie w ujęciu historycznoprawnym, począwszy od prawa rzymskiego, poprzez Wielkie Kodyfikacje XIX wieku, aż po współczesne prawo cywilne. W ten sposób można przedstawić zagadnienia z zakresu prawa rzeczowe, rodzinnego, spadkowego i części zobowiązań. Niekiedy studenci pomijają wiek XIX, a dodają np. prawo kanoniczne (przy analizie instytucji prawa rodzinnego) lub inne europejskie systemy prawne (przy spadkobraniu).

Nie wszyscy seminarzyści są oczywiście zainteresowani pisaniem prac o charakterze porównawczym, wiec wybierają instytucje prawa rzymskiego tak prywatnego (np. adopcja, substytucja, niewolnictwo), publicznego (urzędy, religie), jak i prawa karnego (karę śmierci).

Część prac dotyczy także zagadnień  z zakresu historii prawa, recepcji prawa rzymskiego czy szeroko pojętej tradycji prawa prywatnego.

Seminarium trwa zgodnie z programem studiów cztery semestry. W pierwszym semestrze seminarzyści rozpoczynają swoją zabawę z prawem rzymskim od przygotowania recenzji jednej z wcześniej przygotowanych i obronionych prac w Zakładzie Prawa Cywilnego i Prawa Rzymskiego. Mogą w ten sposób zobaczyć jakie prace powstały na seminarium, które prowadzę, mogą zapoznać się z ich treścią, podstawą źródłową, metodami badawczymi.  Następnie wybierają temat (wraz z przygotowanym wstępnym planem pracy) rozprawy. W kolejnym semestrze w oparciu o literaturę   dostępna w Zakładzie oraz bibliotekach zbierana jest bibliografia oraz materiały źródłowe,  w dalszej kolejności seminarzyści  przygotowują konspekt pracy magisterskie.  Z kolei piąty rok poświęcony jest w całości pisaniu pracy.

W obronie najczęściej uczestniczy dr E. Ejankowska lub dr A. Arkuszewska w zależności jaka jest problematyka prac.

Tematyka występująca na obronie dyplomowej jest ściśle związana z treścią bronionych prac. Po pierwsze jest to pytanie z tego działu prawa prywatnego (tak rzymskiego jak i cywilnego) lub publicznego (historia źródeł, prawo karne, urzędy), z którego jest praca. Następnie jest to pytanie związane z zakresem merytorycznym pracy (związane, a nie ściśle w niej opisane). Ponadto pytanie z indywidualnie wskazanego zakresu związanego z  problematyką pracy (np. z prawa kanonicznego, historii prawa, współczesnego prawa karnego, procedury cywilnej) .

Oczywiście zapraszam na seminaria, nie tylko studentów prawa, ale także administracji studiów II stopnia.

 

R: Nieubłaganie zbliża się czas obrony dla starszych kolegów i koleżanek z 5-go roku. Czy podzieli się Pani Profesor jakąś złotą radą skierowaną do studentów, by obronę zdali na najwyższe stopnie? 

R.S: Obrona pracy dyplomowej jest ostatnim, a zarazem najprzyjemniejszym egzaminem w trakcie toku studiów, przynajmniej u mnie oraz u pozostałych pracowników Zakładu Prawa Cywilnego i Prawa Rzymskiego.

Wydaje mi się, że seminarzyści, którzy sumiennie i samodzielnie przygotowują pracę dyplomową nie mają problemów z uzyskaniem oceny bardzo dobrej tak z samej pracy jak i obrony dyplomowej. Cała reszta to kwestia średniej z toku studiów.

Życzę oczywiście powodzenia i zachęcam do wybierania  seminariów prowadzonych przez pracowników całego Zakładu Prawa Cywilnego i Prawa Rzymskiego, także tych z prawa rzymskiego i tradycji prawa prywatnego.

 


WYWIAD

z

dr Elżbietą Ejankowską

 

R: Witam wszystkich bardzo serdecznie na pierwszym tematycznym wywiadzie z cyklu wywiadów, które będą się ukazywać na stronie nowej, studenckiej inicjatywy.

Moim i waszym gościem jest dr Elżbieta Ejankowska, pracownik Zakładu Prawa Cywilnego i Rzymskiego Uniwersytetu Rzeszowskiego.

 

R: Dzień dobry Pani Doktor, witając, chcielibyśmy także, jako Zarząd nowej inicjatywy studenckiej podziękować Pani za możliwość przeprowadzenia tego wywiadu i za znalezienie chwili wolnego czasu dla Nas – studentów.

E.E.: Dzień dobry, to ja dziękuję za zaproszenie do współpracy do tej nowej inicjatywy, która, mam nadzieje, będzie się szybko rozwijać.

 

R: Do tego właśnie dążymy. Pani doktor na samym początku chciałbym zapytać o Nas – studentów. Jak z Pani obserwacji na ćwiczeniach i wykładach wynika, czy mamy więcej wad czy zalet? Jaka jest zatem największa wada i zaleta Studenta?

E.E.: Największą zaletą jest na pewno optymizm życiowy i w większości pracowitość. A wady studentów? Brak systematyczności.

 

R: Podjęła Pani kiedyś decyzję, żeby zostać nauczycielem akademickim. Co Panią skłoniło akurat do tej drogi zawodowej, do napisania doktoratu i pozostania na Uczelni?

E.E.: Myślę, że przede wszystkim prawem rzymskim. A, że jest to dziedzina, która, kiedy ja zaczynałam, wymagała dużego nakładu pracy, bo nie było tłumaczeń ze źródeł prawa rzymskiego. Był bardzo trudny dostęp do literatury obcojęzycznej, zatem tłumaczenie wymagało bardzo dużego poświęcenia i zaangażowania i przez to nie było już możliwe, ażeby zająć się praktyką prawniczą. Także tylko uczelnia pozostawała.

 

R: Zatem naukowo bliżej Pani doktor do prawa rzymskiego czy może poniekąd do nowożytnej cywilistyki?

E.E.: Do prawa rzymskiego, zdecydowanie. Zawsze lubiłam historię. Także prawo rzymskie szczególnie. Poza tym język łaciński. Myślałam nawet o studiowaniu filologii klasycznej także połączyłam obie pasje. Wybrałam prawo więc akurat doskonałe połączenie tych dziedzin.

 

R: Przechodząc do tematyki pozanaukowej, ze względu na zbliżający się miesiąc grudzień, nie sposób nie zapytać o Święta. Jak Pani Doktor je obchodzi? Czy jest Pani zwolenniczką spotkań kameralnych przy wigilijnym stole, czy może raczej dużej rodzinnej świątecznej imprezy?

E.E.: Moja rodzina jest niewielka, ponieważ jest to syn ze swoją żoną i wnuczkiem oraz mój mąż i ja. Także spotkania kameralne jak najbardziej.

 

R: A czy zatem u Pani doktor jest tradycja śpiewania kolęd? Jaką by Pani poleciła naszym studentom?

E.E.: Oczywiście tradycja ta obecna jest także w moim domu. Zarówno słuchamy kolęd i śpiewamy. Jeśli chodzi o kolędę to myślę, że zdecydowanie „Cicha noc”.

 

R: Czy w Pani domu istnieje podział obowiązków, że to kobiety przygotowują potrawy a mężczyźni ubierają choinkę? Czy może jest inny podział prac Świątecznych?

E.E.: Kobiety przygotowują potrawy natomiast mężczyźni sprzątają i pomagają przy ubieraniu choinki. No teraz myślę, że wnuczek już będzie pomagał, bo ma trzy latka. Ale kobiety zdecydowanie są obecne w kuchni w moim domu.

 

R: A jeśli chodzi o choinkę? Wybiera Pani żywą czy może sztuczną?

E.E.: No niestety jest choinka sztuczna, a ozdoby to są od urodzenia, to jest historia świąt mojego syna, bo pierwsze bombki, kiedy on się urodził zostały kupione i tak stopniowo pozostało do dzisiaj. Są dokładane nowe ozdoby. Myślę, że kiedyś żywą sobie kupimy.

 

R: Przechodząc do życzeń, czego Pani doktor życzyłaby sobie na te święta i cały nadchodzący rok?

E.E.: Przede wszystkim zdrowia, dla mojego wnuczka, który ma pewne problemy zdrowotne, także zdrowia dla niego przede wszystkim i dla naszej całej rodziny.

 

R: Pozostaje nam przyłączyć się do życzeń z całą Redakcją. Święta to masa przygotowań, które zmierzają do celebracji przy wigilijnym stole. Jaką potrawę wigilijną pamięta Pani ze swoich lat młodości, która u Pani się jada i poleciłaby ją Pani naszym czytelnikom?

E.E.: To jest ryba po grecku. I ją bym poleciła wszystkim, bo jest bardzo dobra.

 

R: Jest to, jak wspomniałem na początku, pierwszy wywiad do studenckiej zakładki internetowej, co Pani doktor życzyłaby nam, całej redakcji tej nowej inicjatywy studenckiej?

E.E.: Proszę Państwa, wszelkiej pomyślności Państwu życzę w dalszym rozwoju tej działalności. Uważam, że jest to bardzo interesujące i ciekawe, a przede wszystkim pożyteczne dla studentów. I wytrwałości, zdecydowanie wytrwałości w dążeniu do zamierzonych celów.

 

R.: Dziękujemy Pani bardzo za poświęcony nam czas i piękne życzenia. Dołożymy wszelkich starań, żeby ta inicjatywa z dnia na dzień stawała się doskonalsza.

E.E.: Dziękuję również za zaproszenie do współpracy. Było mi bardzo miło.

 

Wszystkim czytelnikom z okazji zbliżającego się czasu świąt życzymy wszelkiej pomyślności, zdrowia, a przede wszystkim odpoczynku i naładowania akumulatorów przed styczniową sesją egzaminacyjną.

 

-Redakcja

 

 


APLIKACJA NOTARIALNA - co powinniśmy o niej wiedzieć?

W imieniu Redakcji Platformy Studentów WPiA serdecznie zapraszam do przeczytania wywiadu przeprowadzonego z absolwentem Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Rzeszowskiego - aplikantem notarialnym, mgr Bartoszem Ziomkiem.

1.Jak wygląda egzamin wstępny na aplikację notarialną?

B.Z: Egzamin wstępny unormowano przepisami rozdziału 7 ustawy z dnia 14 lutego 1991 r. - Prawo o notariacie. Zgodnie z treścią zamieszczonych tam przepisów egzamin wstępny na aplikację notarialną przeprowadzają komisje egzaminacyjne do spraw aplikacji notarialnej przy Ministrze Sprawiedliwości, powołane w drodze zarządzenia. Egzamin wstępny polega na sprawdzeniu wiedzy kandydata na aplikanta notarialnego, z zakresu: materialnego i procesowego prawa cywilnego, prawa rodzinnego i opiekuńczego, prawa gospodarczego, spółek prawa handlowego, prawa pracy i ubezpieczeń społecznych, materialnego i procesowego prawa administracyjnego, postępowania sądowoadministracyjnego, prawa Unii Europejskiej, prawa finansowego, prawa prywatnego międzynarodowego, prawa konstytucyjnego oraz prawa o ustroju sądów i prokuratur, samorządu notarialnego i innych organów ochrony prawnej działających w Rzeczypospolitej Polskiej. Egzamin wstępny polega na rozwiązaniu testu składającego się z zestawu 150 pytań zawierających po 3 propozycje odpowiedzi, z których tylko jedna jest prawidłowa. Kandydat może wybrać tylko jedną odpowiedź, którą zaznacza na karcie odpowiedzi, przy czym zmiana zakreślonej odpowiedzi jest niedozwolona. Za każdą prawidłową odpowiedź kandydat uzyskuje 1 punkt. Pozytywny wynik z egzaminu wstępnego otrzymuje kandydat, który uzyskał z testu co najmniej 100 punktów. Kandydaci podczas egzaminu wstępnego nie mogą korzystać z tekstów aktów prawnych, komentarzy, orzecznictwa oraz innej pomocy, a także nie mogą posiadać urządzeń służących do przekazu lub odbioru informacji.

2.Gdzie należy złożyć wniosek o wpis na listę aplikantów i co się dzieje w przypadku osób którym udało się zdać, ale nie mogą lub nie chcą z jakiegoś powodu rozpocząć aplikacji notarialnej w tym samym roku?

B.Z: Uzyskanie przez kandydata pozytywnego wyniku z egzaminu wstępnego uprawnia go do złożenia wniosku o wpis na listę aplikantów notarialnych w ciągu 2 lat od dnia doręczenia uchwały ustalającej wynik egzaminu wstępnego. Wpis na listę aplikantów notarialnych następuje na podstawie uchwały Rady Izby Notarialnej właściwej ze względu na miejsce złożenia zgłoszenia o przystąpieniu do egzaminu wstępnego na aplikację notarialną i tam właśnie należy kierować wniosek o wpis na listę aplikantów.

3.Ile trwa aplikacja notarialna? Czy jest możliwość jej zawieszenia?

B.Z: Aplikacja notarialna rozpoczyna się dnia 1 stycznia każdego roku, trwa 3 lata i 6 miesięcy. Rada właściwej izby notarialnej, w uzasadnionych przypadkach, na wniosek aplikanta notarialnego może udzielić mu jednorazowo zgodę na przerwę w odbywaniu aplikacji na okres nie dłuższy niż 12 miesięcy.

4.Jakie są zasady wyboru patrona?

B.Z: Kwestia patronatu nad aplikantem wiąże się z dwoma możliwymi trybami odbywania aplikacji: etatowym oraz pozaetatowym. Aplikant etatowy, to osoba, która została zatrudniona przez notariusza lub radę izby notarialnej w wymiarze nie niższym niż ½ etatu. Aplikant pozaetatowy to osoba niebędąca zatrudniona przez notariusza lub radę izby notarialnej bądź zatrudniona w wymiarze niższym niż ½ etatu. Aplikant notarialny odbywa aplikację u notariusza, z którym zawarł umowę o pracę, a w przypadku zatrudnienia przez Radę Izby Notarialnej – u notariusza wyznaczonego przez tę Radę. W pozostałych przypadkach u notariusza wyznaczonego przez Radę Izby Notarialnej, która dokonała wpisu na listę aplikantów notarialnych. Aplikant pozaetatowy odbywa praktykę u notariusza w wymiarze 1 dnia w tygodniu, przez co najmniej 6 godzin, przy czym w szczególnych przypadkach, po uzgodnieniu z patronem, praktyka ta może odbywać się w innym cyklu, lecz nie rzadziej niż 4 dni w miesiącu. Notariusz ma obowiązek w okresie kolejnych 3 lat i 6 miesięcy objąć patronatem co najmniej jednego aplikanta notarialnego.

5. Czy aplikanci notarialni mogą podejmować dodatkowe zatrudnienie?

B.Z: Aplikant notarialny nie może podejmować zatrudnienia bez uzyskania uprzedniej zgody rady właściwej izby notarialnej, z wyjątkiem zatrudnienia w charakterze pracownika naukowo-dydaktycznego, dydaktycznego lub naukowego, chyba że wykonywanie tego zatrudnienia przeszkadza w pełnieniu jego obowiązków. Aplikantowi Notarialnemu nie wolno także podejmować zajęcia, które by przeszkadzało w pełnieniu obowiązków albo mogło uchybiać powadze wykonywanego zawodu. Nie wolno mu w szczególności zajmować się handlem, przemysłem, pośrednictwem i doradztwem w interesach. O zamiarze podjęcia zatrudnienia lub zajęcia aplikant jest obowiązany zawiadomić prezesa rady właściwej izby notarialnej. Rada rozstrzyga, czy podjęcie zatrudnienia lub zajęcia nie uchybia obowiązkom aplikanta albo powadze wykonywanego zawodu. Jeżeli rada nie wyrazi zgody na zatrudnienie lub zajęcie, na wniosek aplikanta, rozstrzyga Krajowa Rada Notarialna, której decyzja jest ostateczna.

6. W jakim systemie/trybie odbywają się zajęcia?

B.Z: Zgodnie z rozporządzeniem Ministra Sprawiedliwości z dnia 17 grudnia 2013 r. w sprawie organizacji i przebiegu aplikacji notarialnej zajęcia seminaryjne dla aplikantów rozpoczynają się w pierwszy poniedziałek po dniu 1 stycznia i trwają do dnia 31 grudnia, a dla aplikantów czwartego roku do dnia 30 czerwca, z przerwą w okresie od dnia 1 lipca do dnia 30 września. Zajęcia seminaryjne odbywają się raz w tygodniu w wymiarze ośmiu 45-minutowych jednostek szkoleniowych. Jeżeli usprawni to przebieg szkolenia, zajęcia seminaryjne mogą odbywać się w innym cyklu, lecz nie rzadziej niż 4 dni w miesiącu.

7.Jak sprawdzana jest wiedza aplikanta podczas trwania aplikacji?

B.Z: Notariusz może upoważnić aplikanta notarialnego objętego jego patronatem do wykonywania czynności notarialnych określonych w art. 79 pkt 2, 4, 7 i 8 ustawy prawo o notariacie, jeżeli aplikant odbył co najmniej 2 lata i 6 miesięcy aplikacji oraz uzyskał pozytywny wynik z fakultatywnego kolokwium. Kolokwium odbywa się jednego dnia i trwa 8 godzin, przeprowadzane jest w formie pisemnej i polega na opracowaniu trzech zadań: projektu aktu notarialnego oraz dwóch projektów innych czynności notarialnych spośród: poświadczeń, protokołów, wypisów, odpisów, wyciągów oraz oświadczeń. W trakcie aplikacji aplikant notarialny sporządza także co najmniej 70 projektów aktów notarialnych i co najmniej po 14 projektów innych czynności notarialnych, o których mowa w art. 79 pkt 1a, 2, 4, 5, 7 i 8 ustawy prawo o notariacie.

8. Jakie są koszty aplikacji notarialnej?

B.Z: Minister Sprawiedliwości, po zasięgnięciu opinii Krajowej Rady Notarialnej, określa, w drodze rozporządzenia, wysokość opłaty rocznej, kierując się koniecznością zapewnienia aplikantom właściwego poziomu wykształcenia, przy czym wysokość tej opłaty nie może być wyższa niż sześciokrotność minimalnego wynagrodzenia. Rada izby notarialnej może zwolnić aplikanta notarialnego od ponoszenia opłaty w całości lub w części, a także odroczyć jej płatność lub rozłożyć ją na raty.

R: Dziękuję za udzielenie wywiadu i być może zachęcenie części naszych czytelników do podjęcia właśnie tej aplikacji.


 

NIE TYLKO O PRAWIE ADMINISTRACYJNYM … - WYWIAD Z PROF. ZW. DR HAB. ELŻBIETĄ URĄ

Wywiad przeprowadził: Sebastian Czechowicz

 

Szanowna Pani Profesor, zaczynając wywiad chciałbym zapytać o Pani karierę naukową i prawniczą. Na czym się Pani Profesor skupiła: na karierze praktyka prawa czy może działalności naukowej? A może połączyła Pani obie możliwości w jednym czasie?

E.U.: Najpierw była kariera prawnicza. Kończyłam aplikację sędziowską w Warszawie, gdzie ukończyłam studia na UW. Chyba nie myślałam wtedy o pracy naukowej, ale moja kariera była trochę specyficzna, ponieważ mój mąż był profesorem z zakresu prawa administracyjnego i on podkładał mi pewne materiały czy to do przeczytania czy ewentualnej korekty, a także do zanalizowania, jak i próby napisania własnego opracowania. Mój pierwszy artykuł został opublikowany w miesięczniku „Organizacja-Medody-Technika” w 1982 roku. W tym czasie współoceniałam prace magisterskie, których promotorem był mój mąż.  Opierałam się wówczas podjęcia własnej pracy naukowej, ponieważ byłam zaangażowana w pracę sędziego. Chciałam się zająć tylko kariera sędziowską, bo to było moim marzeniem. Praca w naukowa była jednak w tle tej praktyki prawniczej. A kiedy się zaczęło? Jak mój mąż mnie przestał namawiać na zrobienie doktoratu. Wtedy pomyślałam: „O nie! Coś tu nie gra! I ja pokażę, że to zrobię”. Koncepcja mojej rozprawy doktorskiej tliła się przez pewien czas w mojej głowie, aż w końcu przelałam na to na papier i stało się to zarazem początkiem mojej myśli o doktoracie. Doktorat zrobiłam w 1989 roku na UMCS w Lublinie. Nadal pracowałam jako sędzia, ale miałam także zajęcia zlecone na ówczesnej filii UMCS w Rzeszowie.

 

Kariera naukowa doprowadziła Panią można powiedzieć na szczyt. Otrzymała Pani tytuł profesora zwyczajnego od Prezydenta RP. Zechciałaby się Pani podzielić swoimi wspomnieniami z tamtej chwili?

E.U.: Tytuł Profesora otrzymałam z rąk Prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego w kwietniu 2002 roku. Jestem najstarszym tytularnym profesorem jeśli chodzi o ten wydział, ale nie najstarszym wiekiem . To bardzo miłe przeżycie, docenienie ogromne mojego dorobku naukowego. Byłam chyba jednym z najmłodszych wówczas tytularnym profesorem z zakresu prawa administracyjnego w kraju. Spotkałam się z bardzo pozytywnym odbiorem wśród studentów i pracowników wydziału, bo każdy awans jest powodem do dumy i zadowolenia oraz rozwoju wydziału. W nagrodę dostałam togę, która wisi w szafie mojego gabinetu do dnia dzisiejszego.

 

Naukowo jest Pani administratywistą – dlaczego akurat ta gałąź prawa Panią zainteresowała?

E.U.: Muszę przyznać, że jako studentka nie lubiłam prawa administracyjnego. Tak samo jak nie lubiłam prawa pracy, a orzekam z tej dziedziny bardzo długo w SO w Rzeszowie. Takie psikusy życia można powiedzieć. Jednak jako że mąż był profesorem z tej dziedziny to ja funkcjonowałam w tle tego prawa. Całe otoczenie męża to byli administratywiści więc siłą rzeczy ta dziedzina prawa dojrzewała we mnie, że w pewnym momencie stwierdziłam, że wiem tyle na ten temat, że mogę podjąć samodzielną karierę naukową. Wymagałam od siebie bardzo dużo – nie jest to może najlepszy sposób na życie, ale taka motywacja spowodowała, że unikałam niedociągnięć i bylejakości a poza tym taka wewnętrzna „presja” żeby nie dać – w cudzysłowie – plamy, ponieważ jak wspomniałam mój mąż był już wtedy profesorem. Cały czas zgłębiałam i uaktualniałam swoją wiedzę. Nie chciałam, żeby ktokolwiek mi w życiu powiedział, że prześlizgnęłam się na plecach kogokolwiek do tego co osiągnęłam własnym wysiłkiem i dorobkiem naukowym.

 

Jak wspomina Pani swoje studia? Czy uważa Pani, że aktualny program studiów prawniczych jest dobry patrząc ze strony praktyka? Czy może wymaga on zmian?

E.U.:  Na studia szłam dlatego, że podobało mi się prawo. Przede wszystkim były egzaminy wstępne na studia i muszę się przyznać, że przy 1 podejściu się nie dostałam. Zabrakło mi jeden punkt. W związku z tym po maturze poszłam do szkoły policealnej – ekonomicznej. Za drugim razem się dostałam. Studia trwały 4 lat, ale poziom był o wiele wyższy. Nie było tylu podręczników i książek w księgarniach, dlatego dużo czasu trzeba było spędzić w bibliotece uczelnianej i czytelni. No i nie było internetu… Pierwszy rok był decydujący, ponieważ student, który otrzymał ocenę niedostateczną był skreślany z listy studentów. Dzisiaj można studiować w nieskończoność, co najwyżej ponosząc tego koszty finansowe. I tak jakoś szło – ukończyłam studia i zaczęłam aplikację sędziowską.

 

Co skłoniło Panią Profesor do zawodu sędziego? I kiedy zdecydowała się Pani akurat na taki zawód?

E.U.:  Przez całe studia nie byłam w pełni przekonana czy będę sędzią. Trudno powiedzieć… Na pewno chciałam być prawnikiem. Po studiach miałam rok przerwy ze względów osobistych, natomiast myślę, że w tym właśnie czasie zdecydowałam się na zawód sędziego. Śmiałam się, że miałam za sztywny kręgosłup, żeby się sądom kłaniać, więc nie nadawałam się na adwokata.

 

A jaki jest największy pozytywny aspekt sprawowania urzędu sędziego? Czy są jakieś ujemne strony?

E.U.: Największy pozytyw to to, że można dokonywać wykładni przepisów prawa w oparciu o stan faktyczny i zgromadzony materiał dowodowy zgodnie z logiką i doświadczeniem życiowym. Spowodowało to, że dla mnie nie ma nazwisk na Sali sądowej – są strony o sprzecznych interesach. Nie interesuje mnie czy ktoś ma krewnego ze znanym nazwiskiem. Gdy staje przed sądem jest stroną tak samo równą jak mu przeciwna. Identycznie traktuję sprawdzanie prac studentów, gdzie nigdy nie patrzę na nazwisko. Smutny jest fakt, że pojawiają się informacje o naciskach na sędziego, o korupcji czy klice sędziowskiej. Odkąd pracuję w sądzie, czyli od 1984 roku nikt w życiu, w różnym ustroju nie naciskał na mnie o wydanie określonego orzeczenia. Nikt nigdy nie dzwonił do mnie z ofertą łapówki czy też z chęci wymuszenia na mnie określonego orzeczenia. Także nie wiem skąd się biorą te informacje, ale są one zdecydowanie krzywdzące dla sprawowanego przeze mnie urzędu. Poza tym nie odczuwam jakichkolwiek negatywnych aspektów swojej pracy. Pracę sędziego utrudniają zdecydowanie nieprzemyślane reformy zarówno prawa materialnego jak i proceduralnego, które często negatywnie wpływają na cały wymiar sprawiedliwości. Żeby dokonać prawidłowej reformy trzeba znać specyfikę zawodu sędziego i widzieć jego urząd od środka. Nie da się z zewnątrz – nie patrząc na specyfikę pracy sędziego – zmienić dobrze ustroju sądownictwa. Pozytywnym jest też to, że cały czas trzeba „śledzić” proces ustawodawczy, orzecznictwo, doktrynę, a nadto czytać akta, analizować je i przygotowywać się do spraw i co najważniejsze myśleć, myśleć.

 

Jak udaje się Pani połączyć karierę prawniczą, naukową i pracę na uczelni? Każda z nich wymaga wyrzeczeń, poświęceń i mnóstwa zaangażowania. Złoty środek prof. Ury na ten przypadek to?

E.U.:  Dobrze organizować sobie pracę. Na pewno im wcześniej się wstanie tym więcej można zrobić. Wcześniej jak 2-3 w nocy nie idę spać, dlatego sąsiedzi mają dylemat czy o trzeciej nad ranem powinno się mówić mi „Dzień Dobry” czy „Dobranoc”.

 

A jak ocenia Pani Krajową Szkołę Sądownictwa i Prokuratury? Czy miała Pani Profesor styczność z absolwentami aplikacji sędziowskiej z tego ośrodka? Czy może powrót do aplikacji regionalnych byłby lepszy?

E.U.:  Mam do czynienia tylko z aplikantami więc trudno mi ocenić wiedzę absolwentów. Trudno oceniać, jakimi sędziami będą. Karierę zaczynają od sądu rejonowego, natomiast jedno jest pewne – aby być sędzią trzeba mieć praktykę.  W tym zawodzie tylko praktyka pod okiem dobrego patrona da sukces. Nie da się być dobrym sędzią tylko na testach – to tylko teoria. Wydaje mi się, że program aplikacji sprzed 2009 roku był znacznie lepszy, ponieważ był nacisk na praktykę po teorii, jaką każdy opanował na studiach.

 

Z perspektywy sędziego – czy wymiar sprawiedliwości w Polsce jest przeciążony?

E.U.: To, że sprawy trwają długo to przede wszystkim wina, raz – procedury, dwa – mentalności. Brak rozwiniętej mediacji i zaciekłość stron postępowania znacznie utrudnia w większości przypadków szybkie i sprawne rozpoznanie sprawy i wydanie orzeczenia. Odnosząc się do względów proceduralnych przedłużających się spraw na wokandach: są przepisy dające pełnomocnikom  stron możliwość podejmowania działań, które – w interesie ich klientów – przedłużają sprawę. Bolączka biegłych – nie mamy biegłych z różnych dziedzin, bądź jest ich znaczny niedostatek, co powoduje wydłużenie wydawania opinii.

 

Na zakończenie: ze względu na to, że czyta nas coraz więcej studentów ( w tym i z drugiego roku prawa, którzy mają w tym roku z Panią Profesor Egzamin z prawa administracyjnego) może zgodziłaby się Pani podać jakąś drobną podpowiedź odnośnie tegorocznego egzaminu?

E.U.: Na pewno powinni usiąść nad prawem administracyjnym dużo wcześniej niż tydzień przed egzaminem, ponieważ nowa terminologia i szeroki zakres materiału sprawiają duże kłopoty każdego roku. Każdy student powinien zwrócić uwagę na to, że prawo administracyjne towarzyszy mu od urodzenia, przez całe życie. Umiejętność analizy  to klucz do sukcesu. Wszystko co nas otacza to administracja.  Każdy z nas otrzymuje decyzje administracyjne, załatwia coś w urzędach administracji. To rozumienie tego mechanizmu to klucz do sukcesu na egzaminie. Podręcznik to jest elementarz zawarte są w nim podstawowe treści dotyczące prawa administracyjnego i funkcjonowania administracji. Są w nim przykłady orzeczeń i odsyłacze do literatury, aktów normatywnych  po to, by móc z nich czerpać wiedzę również w szerszym zakresie, bo studiować to znaczy poszukiwać. Co trzeba zrobić, żeby zdać egzamin? Trzeba myśleć przy uczeniu się do niego. Zasada 3 a nawet 4 razy „Z” w tym wypadku się nie sprawdzi.

 

R: Dziękuję w imieniu Redakcji Platformy Studentów WPiA za ciekawy wywiad i wiele ważnych informacji.

E.U.: Dziękuję również i pozdrawiam wszystkich czytelników.

 


Ścieżki kariery- rozmowa z mgr Waldemarem Kleinem

 

Jaką ścieżkę kariery wybrać ? To pytanie zadaje sobie każdy student prawa. Jest to kierunek, w którym nabywamy wszechstronną wiedzę i liczne umiejętności, co sprawia że otwiera się przed nami wiele perspektyw. Oczywiście wciąż najpopularniejszą drogą jest aplikacja prawnicza, kilkuletnie szkolenie pod okiem patrona, które zakończone pozytywnie, umożliwia nam pracę w charakterze adwokata, radcy prawnego, notariusza, komornika czy też sędziego lub prokuratora. Inną możliwością, skierowaną przede wszystkim do najzdolniejszych studentów jest kontynuowanie kariery naukowej. Ta ścieżka również wymaga wielu lat ciężkiej pracy, wyrzeczeń i determinacji. W zależności od własnej wiedzy, zainteresowań czy pomysłów na swoją przyszłość możemy szukać jeszcze innej alternatywy, właściwej dla nas samych.

 

By pomóc studentom w podjęciu tej jakże istotnej decyzji postaramy się dokładnie przedstawić wszystkim zainteresowanym zagadnienienia aplikacji i kariery naukowej. Pierwszym tematem, którym się zajmiemy jest aplikacja adwokacka, jedna z najczęściej wybieranych przez absolwentów prawa.

Najważniejsze kwestie jej dotyczące przybliżył nam w rozmowie adwokat i pracownik Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Rzeszowskiego  Pan mgr Waldemar Klein.

Serdecznie zapraszamy do przeczytania wywiadu i poszerzenia swojej wiedzy na temat tej właśnie aplikacji.

 

1) Jak wygląda egzamin wstępny umożliwiający ubieganie się o przyjęcie na  aplikację prawniczą?

W.K: Zasady przeprowadzania egzaminu wstępnego na aplikację adwokacką uregulowane są w przepisach art. 75a i następnych - ustawy prawo o adwokaturze.

Egzamin konkursowy przeprowadzają komisje kwalifikacyjne działające przy Ministrze Sprawiedliwości.

Wymieniony minister zamieszcza w Biuletynie Informacji Publicznej - na stronie internetowej - ogłoszenie o egzaminie - w którym wskazuje wykaz aktów prawnych będących podstawą dla układanych pytań testowych, termin przeprowadzenia egzaminu - przeważnie jest to ostatnia sobota września, a także zasady i tryb składania zgłoszeń, wysokość opłaty itd.

Egzamin ma na celu sprawdzenie wiedzy kandydata z zakresu między innymi: prawa karnego materialnego i procesowego, prawa cywilnego materialnego i procesowego, prawa i postępowania administracyjnego, postępowania przed sądami administracyjnymi, prawa handlowego i gospodarczego, prawa konstytucyjnego, prawa pracy i ubezpieczeń społecznych, prawa Unii Europejskiej, prawa o ustroju sądów powszechnych, administracyjnych, prokuratury, a także samorządu adwokackiego i radcowskiego.

Egzamin wstępny polega na rozwiązaniu testu jednokrotnego wyboru złożonego ze 150 pytań - ułożonych na podstawie przepisów aktów prawnych ogłoszonych przez Ministra Sprawiedliwości, pozytywny wynik uzyskuje kandydat, który udzielił co najmniej 100 poprawnych odpowiedzi. Zabronione jest korzystanie z jakichkolwiek pomocy naukowych.

 

2) Kim jest patron i jak zostaje nam przydzielony?

W.K: Patron jest adwokatem, który godzi się kierować szkoleniem aplikanta w ramach własnej kancelarii. Patronem może być tylko adwokat, który wykonuje zawód od co najmniej 5 lat, nie był karany dyscyplinarnie i wyraził zgodę na wykonywanie patronatu.

W przeważającej liczbie wypadków aplikanci adwokaccy we własnym zakresie zwracają się do adwokatów o objęcie ich patronatem, istnieje także możliwość wyznaczenia patrona przez właściwe Organy Adwokatury. Podstawą stosunku patronatu jest umowa zawarta między adwokatem a aplikantem.

 

3) Jak duże są koszty aplikacji i czy jest szansa na uzyskanie zwolnienia z opłat?

W.K: Koszty odbywania aplikacji adwokackiej obejmują przede wszystkim opłatę za aplikację, która jest określana na każdy rok w rozporządzeniu Ministra Sprawiedliwości - w ten sposób, że jej podstawą jest aktualna stopa minimalnego wynagrodzenia za pracę brutto, która zostaje wymnożona przez odpowiedni przelicznik określony w treści rozporządzenia - opłata wynosi w praktyce pomiędzy 5000, a 6000 złotych rocznie. Należy ją wpłacać na rachunek bankowy właściwej Okręgowej Rady Adwokackiej. Ponadto aplikant adwokacki zobowiązany jest uiszczać składki korporacyjne za przynależność do Izby Adwokackiej - ich kwoty są zróżnicowane - przyjęte przez wewnętrzne akty prawne adwokatury, mogą orientacyjnie wynosić od 20 do 80 złotych miesięcznie.  Aplikanci adwokaccy z tytułu odbywania aplikacji nie są automatycznie objęci ubezpieczeniem zdrowotnym, dlatego wskazanym i rozsądnym wręcz rozwiązaniem jest postulat, aby zapewniali sobie to ubezpieczenie we własnym zakresie - co w przeważającej liczbie wypadków wiąże się z obowiązkiem zapłaty składek.

Przepisy ustawy prawo o adwokaturze przewidują teoretyczną możliwość zwolnienia aplikanta w całości lub w części od obowiązku zapłaty składek - wówczas koszty jego szkolenia pokrywane są w całości lub w części ze środków właściwej Izby Adwokackiej. Zwolnienie takie możliwe jest jednak w wyjątkowych - losowych wypadkach, co powoduje, że instytucja ta stosowana jest niezwykle rzadko.

 

4) Jak wygląda codzienność aplikanta w przypadku aplikacji adwokackiej? Co należy do jego głównych obowiązków?

W.K: Aplikant adwokacki obowiązany jest przede wszystkim uczestniczyć w szkoleniu, które składa się z 4 części. Są to po pierwsze szkolenia organizowane przez właściwe Okręgowe Rady Adwokackie w ramach cyklicznych zajęć - przeważnie cotygodniowych, obejmujących między innymi problematykę: zasad etyki i wykonywania zawodu, historii adwokatury, prawa karnego, prawa cywilnego i rodzinnego, prawa pracy, prawa administracyjnego, prawa gospodarczego, prawa konstytucyjnego oraz prawa Unii Europejskiej. Nadto aplikant adwokacki zobowiązany jest do odbycia praktyk w poszczególnych sądach i prokuraturach, a także szkoleń organizowanych przez te organy. W toku aplikacji obowiązkowy jest także udział w konkursie krasomówczym - organizuje go ORA. Poza tym, aplikant zobowiązany jest brać udział w szkoleniu w ramach kancelarii adwokackiej prowadzonej przez jego patrona - przez sumienne wykonywanie poleceń i powierzonych mu zadań - przez cały czas trwania aplikacji.

 

5) Jak sprawdzana jest jego wiedza i nabywane kompetencje?

W.K: Wiedza i kompetencje aplikantów adwokackich sprawdzane są przez różne organy, na wiele sposobów. W pierwszej kolejności dla ukończenia aplikacji z wynikiem pozytywnym - konieczną jest obecność na zajęciach szkoleniowych oraz zaliczenie wszystkich kolokwiów oraz konkursu krasomówczego organizowanego przez właściwą ORA. Aplikant zobowiązany jest do uzyskania zaliczenia praktyk w organach opisanych wyżej. Nadto każdego roku aplikant przedkłada właściwej ORA opinię wystawioną przez patrona - w której także powinien uzyskać oceny pozytywne.

 

6) Czy w czasie odbywania aplikacji można podjąć dodatkowe zatrudnienie?

W.K: Do aplikantów adwokackich stosuje się odpowiednio przepisy obowiązujące adwokatów. Kwestia ta aktualna jest także w zakresie ich zatrudniania. Generalnie aplikant adwokacki nie może pozostawać w stosunku pracy - za wyjątkiem zatrudnienia na stanowisku pracownika naukowo-dydaktycznego. Poza tym podjęcie każdego innego - dodatkowego zajęcia - nie może stać na przeszkodzie wykonywaniu obowiązków aplikanckich, a ponadto wymaga uzyskania zgody: patrona, kierownika szkolenia oraz Dziekana właściwej ORA.  Istnieje ponadto możliwość zatrudniania aplikantów adwokackich przez ich patronów na podstawie umowy o pracę - nie jest ona jednak w praktyce zbyt często wykorzystywana. Aplikant adwokacki nie może podejmować się wykonywania zajęć, które uwłaczałyby godności zawodu adwokackiego, ograniczałyby niezawisłość aplikanta, podważałyby zaufanie publiczne do Adwokatury.

 
7) Która ścieżka kariery jest obecnie dla prawnika korzystniejsza? Biorąc pod uwagę obecną sytuację na rynku pracy uważa Pan, że powinien wybrać drogę naukową czy właśnie praktyczną?

W.K: Wybór właściwej drogi dalszej kariery czy rozwoju po ukończeniu studiów prawniczych jest rzeczą niezwykle trudną i problematyczną. Odbywanie aplikacji adwokackiej czy jakiejkolwiek innej aplikacji prawniczej wiąże się z dużą odpowiedzialnością, wymaga szczególnych predyspozycji osobistych, solidności i systematyczności - w stopniu o wiele większym niż ma to miejsce w toku studiów. Sytuacja młodych prawników pragnących rozwijać się zawodowo jest obecnie wyjątkowo trudna, albowiem rynek prawniczy przeżywa okres nasycenia czy wręcz przesytu. Powszechnym zjawiskiem wśród osób uzyskujących uprawnienia do wykonywania zawodu jest zaniechanie otwierania. Organy państwowe podjęły nadto w ostatnim czasie zabiegi mające na celu ograniczyć nabór osób na aplikacje prawnicze - przez zredukowanie stopy zdawalności wstępnych oraz końcowych egzaminów zawodowych.

Podjęcie ścieżki rozwoju naukowego także napotyka na poważne trudności. Wymaga bowiem czynienia znacznych wyrzeczeń, dużego nakładu pracy i zaangażowania. Rekrutacja na stanowiska naukowo-dydaktyczne odbywa się przeważnie w drodze egzaminu konkursowego, do którego przystępują starsi prawnicy posiadający odpowiedni dorobek naukowy oraz wieloletnią praktykę, którym młodzi absolwenci studiów magisterskich z oczywistych względów nie dorównują przede wszystkim pod względem doświadczenia.

Godnym polecenia jest zatem poszukiwanie rozwiązań odmiennych od sugerowanych w treści pytania. W szczególności w ostatnim czasie żywo rozwija się rynek doradztwa podatkowego. Polscy prawnicy poszukiwani są także do pracy w korporacjach zagranicznych mających swoje oddziały w dużych miastach. Istnieje obecnie także pewne zapotrzebowanie na większą ilość notariuszy i komorników.

Wybór i przebieg kariery młodego prawnika uzależniony być winien przede wszystkim od poziomu jego wiedzy, umiejętności, a także kreatywności i przedsiębiorczości - które mogą zostać nabyte w procesie samokształcenia i samodoskonalenia. Elementy te - rozwijane i kształtowane podczas studiów prawniczych mogą być ich absolwentowi niezwykle pomocne w odnalezieniu i zrealizowaniu najwłaściwszego rozwiązania na drodze jego kariery.

 

Jeszcze raz serdecznie dziękujemy Panu mgr za bardzo wyczerpujące odpowiedzi i poświęcony czas. Już niebawem przedstawimy kolejne informacje dotyczące aplikacji. Zachęcamy do częstego odwiedzania naszej strony.

 

Nasi partnerzy

Tweety na temat @UR_Rzeszow